3-latka przeżyła 11 dni w tajdze. Pomagał jej pies [FILM]

Karina Chikitova oddaliła się od swojego domu leżącego w jednej z syberyjskich wiosek. Zaginionej dziewczynce towarzyszył pies, który uratował jej życie.


3-latka przeżyła, jedząc jagody i pijąc wodę z rzeki. Za posłanie służyła jej trawa. Jednak gdyby nie jej pupil, który nie odstępował od niej kroku, mała Rosjanka z rejonu Sakhy nie miałaby szans na przetrwanie.



Ratownicy, którzy znaleźli Karinę, mówią, że dziewczynka przeżyła tylko dzięki szczeniakowi, który tuląc się do dziewczynki, ogrzewał ją własnym ciałem.

Dziewczynka jest cała i zdrowa, co można uznać za prawdziwy cud. W regionie, w którym zaginęła roi się bowiem od niedźwiedzi i wilków.


3-latka na ciele miała jedynie ślady po ugryzieniach komarów i nieliczne zadrapania - pisze „The Washington Post”.

Warto dodać, że temperatura w nocy wynosi tam obecnie od 0 do 6 stopni Celsjusza.

Stracił żonę i ukochanego psa. Zobaczcie, jak pociesza go rodzina [FILM]

Po 63 latach małżeństwa dziadek autora nagrania pożegnał ukochaną żonę. W krótkim odstępie czasu stracił także swojego psa. 


Troskliwa rodzina przyjechała do seniora z prezentem, który miał ulżyć mu trochę w samotności. Niespodzianka z pewnością się udała i trudno się nie wzruszyć, patrząc na powitanie staruszka z nowym przyjacielem.



(STORYFUL/x-news)

Rottweiler ratuje innego psa przed kojotem [FILM]

Malutki chihuahua został zaatakowany przez dzikiego kojota. Psiaka uratował rottweiler! Bohaterski wyczyn psa zarejestrowała kamera przemysłowa. Film obejrzało już ponad 1,2 mln osób!


Mały chihuahua wyszedł na spacer i wałęsał się na skraju drogi. Nagle z zarośli wybiegł kojot. Zwierzę rzuciło się na psiaka i zaciągnęło go na pobocze.


Drapieżnik już się cieszył z łatwej zdobyczy, kiedy do akcji wkroczył mieszkający w sąsiedztwie rottweiler. Kojot chwycił swoją ofiarę i zebrał się do ucieczki, ale pies pobiegł za nim. Na filmie widzimy, jak zwierzę puszcza chihuahua, a jego wybawiciel biegnie za kojotem. Miejmy nadzieję, że drapieżnik dostał niezłą nauczkę.


Brytyjczycy sklonowanli psa

Wielka Brytania ma pierwszego, sklonowanego psa. Jest nim jamnik Minie-Winie. Zwierzę powstało w południowokoreańskim laboratorium, które świadczy takie usługi za 60 tys. funtów. W tym przypadku jednak właścicielka genetycznej matki, 12-letniej suki, otrzymała sklonowanego szczeniaczka za darmo, po wygraniu konkursu.

Britain's 1st cloned dog

Koreańscy eksperci pobrali materiał genetyczny z komórki skóry jamnika. Następnie umieszczając go w komórce jajowej dawcy, wstrzyknęli je do macicy suki-surogatki.

Jamnik przyszedł na świat w wyniku cesarskiego cięcia. Wiadomo też, że surogatka nie była rasowym jamnikiem, lecz mieszańcem.



Eksperci uprzedzają, że sklonowany pies nie wygląda tak samo jak jego pierwowzór. Ich zdaniem, takie cechy zależą m.in. od diety surogatki i fizycznego stanu jej macicy.

Pozostają także kwestie natury etycznej. Stosowana metoda klonowania wciąż jest niedoskonała. Zdrowy szczeniak przychodzi na świat zazwyczaj po wielu próbach laboratoryjnych, w trakcie których ginie wiele embrionów. Niektóre zwierzęta rodzą się także z wadami genetycznymi.

Podczas wypadku zagineły rasowe psy

W nocy (12.08) doszło śmiertelnego wypadku na trasie nr 61 z Grajewa w kierunku Augustowa. W miejscowości Barszcze zderzyły się trzy samochody osobowy, ciężarowy i bus.


Policjanci ustalili, że 22-letni kierowca audi jechał w kierunku Rajgrodu. Nagle siedzący za kierownicą samochodu osobowego mieszkaniec Bargłowa Kościelnego najprawdopodobniej zjechał na lewą stronę jezdni, zderzając się czołowo z jadącym z naprzeciwka ciężarowym renault z naczepą. W wyniku kolizji 50-letni mieszkaniec Torunia, który kierował ciężarówką, zjechał na prawą stronę, uderzył w barierę ochronną, po czym zjechał na przeciwległy pas jezdni i zderzył się z jadącym z przeciwnej strony fordem transitem. Na skutek tego tragicznego wypadku zginęła 39-letnia obywatelka Węgier podróżująca fordem. Do szpitala trafiły jeszcze cztery osoby: kierujący audi, kierujący renault, 31-letni obywatel Rumunii, który kierował fordem, i podróżujący z nim 35-letni obywatel Węgier. Pozostali dwaj pasażerowie transita - 31-letni obywatel Słowacji i 19-letnia obywatelka Węgier - nie doznali żadnych obrażeń.

W fordzie przewożone były rasowe psy z wystawy w Helsinkach. Dwa z nich uciekły z rozbitych klatek i są obecnie poszukiwane przez właścicieli. Z samochodu uciekły suka i pies rasy Bracque d Auvergne (wyglądają jak wyżły niemieckie). Zwierzęta są zachipowane - nr chipa Gillette 250269604363642, nr chipa Graphite 941000014867884. Znalazcy proszeni są o kontakt pod numerami telefonów 691-024-539 (numer polski) lub 0036 304 591 903 (numer węgierski).


Pies z rewolwerem przyłożonym do głowy. Tak reklamuje się firma z Grudziądza.

Pies z rewolwerem przyłożonym do skroni - zamiast lawiny klientów - przyniósł grudziądzkiej firmie lawinę... oburzenia. 


Jedna z firm zajmujących się montażem drzwi w Grudziądzu na reklamie celuje do wystraszonego psa z rewolweru. Swoje działania tłumaczy w makabryczny sposób - reklama jest już nieaktualna, a pies nie żyje. Oburzeni internauci przekazują sobie na portalach społecznościowych zdjęcie samochodu dostawczego, na którym widnieje reklama firmy montującej drzwi w Grudziądzu.

W ogłoszeniu jest nazwa firmy, telefony, ilustracja oferowanych drzwi i... zdjęcie psiaka z przyłożonym rewolwerem do skroni. Obok podpis: "jeśli nie zadzwonisz, zastrzelimy tego psa".


- Reklama jest idiotyczna. Jest to o tyle brzydkie i szkodliwe, że nikogo rozsądnego nie skłoni do skorzystania z takiej oferty handlowej, a głupcom tylko rozbudza fantazję - ocenia Małgorzata Ziółkowska, wolontariuszka fundacji "For Animals".

Kontrowersyjnym zdjęciem zainteresowała się policja. - To bulwersująca reklama. Sprawdzamy czy zostało złamane prawo - odpowiada Marzena Solochewicz-Kostrzewska, rzeczniczka grudziądzkiej policji.



Źródło: mmgrudziadz.pl

Wyścigi psich zaprzęgów w Australii [FILM]

Dziś przedstawiamy Wam wideo relację z wyścigów psich zaprzęgów w Dinner Plain

The Sled Dog Challenge takes place in Dinner Plain Alpine Village in the heart of Victoria’s High Country. The annual race is the longest running event of its kind and attracts a crowd from all over the nation.

Diner Plain to mała miejscowość położona w Alpach Australijskich w stanie Wiktoria w Australii przy Great Alpine Road, około 10 km od Mount Hotham i 375 km od Melbourne.


Jak widać dyscyplinę psich zaprzęgów uprawiać można w każdym zakątku globu.

Bezdomny pies przekroczył granice gminy. Teraz dwie gminy spychają obowiązek zapłaty za pobyt psa w schronisku.

Młody bezdomny owczarek przybiegł za rowerzystą ze wsi do wsi. Pies przy okazji przekroczył granice gminy i napytał urzędnikom biedy. Bo teraz dwie gminy spychają na siebie obowiązek zapłaty za pobyt psa w schronisku. 


Bohater opowieści to ponadroczny owczarek, który przyplątał się w trakcie rowerowej wycieczki do Artura Ślusarczyka, mieszkańca podzielonogórskiej Ochli. Ze Świdnicy, gdzie się pojawił, podążył za mężczyzną aż do jego domu.

- Myślałem, że wystarczy go zawieźć do schroniska i po sprawie. No i trochę się wpakowałem, bo nie można tak sobie oddać zwierzaka. Jego pobyt w schronisku musi zlecić któraś z gmin. Tu zaczęły się schody, bo gmina Zielona Góra, z resztą chyba słusznie, wskazywała na Świdnicę. Tam zaś twierdzą, że to nie ich sprawa. Andrzej Brachmański, sekretarz gminy, powiedział mi, że pies należy do tej gminy, w której mieszka osoba, która go odnalazła - opowiada pan Artur.


Psy jadły papier i liście

Zdarzają się takie kwiatki

Całą sytuację dodatkowo skomplikował niezdecydowany sąsiad Ślusarczyka, który chciał psa zaadoptować. Wziął na kilka dni. Jednak się rozmyślił. Ostatecznie pies musiał trafić do schroniska. A po długich rozmowach zlecenie na to wydała zielonogórska gmina.

Paweł Bodnar, kierownik schroniska: - Gmina Zielona Góra zwykle jest bardzo pomocna i tym razem też zdecydowała się zlecić przyjęcie psa, bo telefony do Świdnicy nie przynosiły skutku.

A świdnicka gmina?

- Cóż, zazwyczaj dość dobrze wywiązuje się z obowiązku zapobiegania bezdomności zwierząt, jednak zdarzają się takie kwiatki - komentuje Bodnar.

Ireneusz Bogucewicz, z-ca zielonogórskiego wójta: - Wzięliśmy psa, ale po wystawieniu faktur związanych z jego przyjęciem do schroniska, będziemy wnioskowali do gminy Świdnica o zwrot kosztów. Mamy oświadczenie mieszkańca, który był świadkiem zajścia. Na tej podstawie będziemy się ubiegać o pieniądze. Pan Brachmański jest za mało doświadczonym pracownikiem, żeby do tego podejść z pewnym dystansem i znaleźć rozwiązanie problemu. Z pewnością ma problem z opłaceniem psa, ale nie tylko on. My na zaplanowane na ten rok 130 tys., wydaliśmy już ponad 90 tys. A jeszcze pół roku przed nami - opowiada Bogucewicz.

Co wkurza sekretarza Brachmańskiego?

Jak rozpatrzy wniosek o zwrot kosztów świdnicka gmina? Brachmański zapowiada, że z Gminą Zielona Góra spotkają się w sądzie. - My rozwiązujemy problemy naszych mieszkańców. Jeżeli nasz mieszkaniec zgłosi, że wszedł w posiadanie psa, to wtedy jest nasz problem. Nie wnikamy w przypuszczalne miejsce pochodzenia zwierzaka - mówi. Tłumaczy, że tylko wtedy można sprawdzić, czy mieszkańcy pod pretekstem bezdomnego psa nie próbują oddać własnego. - Państwo mówią, że ten pies pobiegł za rowerzystą. Nie będę się zabawiał w Winnetou i sprawdzał, w którym miejscu ten pies dokładnie się pojawił, ani skąd naprawdę przybył. Nie da się ustalić jego pochodzenia.

Brachmański mówi nam, że gdyby znalazca psa powiadomił straż gminną w momencie, kiedy spotkał psa, to problemu by nie było. - Mężczyzna wziął psa do domu. Płaci podatki w Gminie Zielona Góra i ona powinna to rozwiązać. Zwierzę w momencie zgłoszenia znajdowało się na ich terenie. Wszyscy mają pretensje do nas. Czemu nie do zielonogórskiej gminy, która nie chciała rozwiązać problemu swojego mieszkańca? Zaraz zadzwoni ktoś z Wrocławia i powie, że znalazł psa w Świdnicy - argumentuje sekretarz.


Limit na psy i koty w Bolesławcu

Schronisko ma monopol

Brachmański opowiada jeszcze o wysokich kosztach, jakie ponosi gmina na rzecz bezpańskich psów: - Wydajemy na to mnóstwo pieniędzy. W sytuacji kiedy brakuje nam na zasiłki dla biednych ludzi, przeznaczanie dużych pieniędzy na porzucane psy jest irytujące .W zeszłym roku na ten cel w budżecie mieliśmy 25 tys. zł, wydaliśmy 10 tys. więcej. Musieliśmy zdjąć z chodników. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że działają na własną szkodę. Każdy wyrzucony pies to kostka mniej w chodniku. Dodatkowo w tym roku schronisko zażyczyło sobie opłat nie tylko za przyjęte psy, ale również za samą gotowość przyjęcia. Nawet jakbyśmy nie dali tam żadnego zwierzaka, musimy zapłacić 4,5 tys. zł - tłumaczy sekretarz.

Świdnica ma podpisaną umowę na cztery miejsca. Każdy kosztuje zatem ok. 1000 zł. Jeżeli przekroczą limit za przyjęcie psa płacą 1850 zł, do tego osobne stawki za odłowienie, transport, przyjęcie, szczepienie, badania. - Schronisko wykorzystuje monopolistyczną pozycję. Przydałaby się konkurencja. A przede wszystkim przydałaby się ludzka odpowiedzialność i niepozbywanie się psów przez porzucanie - przekonuje Brachmański.

Sprawdzą, jak gminy radzą sobie z bezpańskimi psami

Miejskie schronisko dla bezdomnych zwierząt w Zielonej Górze ma podpisane umowy z pobliskimi gminami, które wykupują wolne miejsca i opłacają opiekę nad zwierzętami w przypadku, gdy te trafiają do ośrodka z ich terenu. Roczny koszt za jedno miejsce to ok. 5 tys. zł, dlatego gminy każde jedno zlecenie na oddanie psa wydają niechętnie. Niejednokrotnie mówiło się o zjawisku podrzucania zwierząt. Podejrzenia w tej sprawie miał Mariusz Zalewski, zielonogórski wójt, ale dowodów nie zebrał.

Statystyki schroniska mówią tylko tyle, że w ubiegłym roku przyjęto łącznie 867 psów, z czego aż 569 z miasta, a 298 z pobliskich gmin. Zielona Góra na schronisko wydaje ponad 0,5 mln zł rocznie, a gminy Świdnica i Zielona Góra po zsumowaniu niecałe 170 tys. O wnioski niech każdy pokusi się sam. Teraz zarząd schroniska wziął się za kontrole, bo choć ustawa o utrzymaniu czystości i porządku nakłada na gminy obowiązek zapobiegania bezdomności zwierząt to, jak przekonują Paweł Bodnar i Aleksandra Niewiadowska ze schroniska, bywa z tym różnie. Niektóre gminy w ogóle nie mają podpisanych umów ze schroniskiem. - Niby sami sobie radzą z bezpańskimi psami, ale nikt tego nie sprawdza - mówią. Dlatego rozesłali wnioski o sprawozdanie do ponad 70 gmin w całym województwie lubuskim. Na raport jednak trochę poczekamy. Powinien być gotowy w pierwszym kwartale przyszłego roku.